Dzień Niepodległości to dobra rzecz. Zwłaszcza taki deszczowy. Myślałam dużo o Berlinie. O cegiełkach, o tym co robiłam kiedy upadał mur. Tak wiele lat temu...
Pięknie od bladego świtu przesącza się ten dzień. Cudownie jest pospacerować w deszczu w kaloszkach z Kordianem za rączkę i parasolkami. Kupiliśmy kebaby na wynos aby sobie w ciepełku je razem z rozkoszą skonsumować. Miło, jesiennie, bezmyślnie, lekko zadumanie, ale bez wspomnień, bezżewnie, bez emocji. Po prostu dzień spokojny. Nikogo nie mija się na ulicach a w świetle latarni można spotkać tylko swoje cienie. I cisza. Cisza bez samochodów, bez odgłosów ludzi, samochodów sunących szumnie po deszczu, bez dzwonów katedry za zamkniętym oknem. Tylka ja i mały człowiek o jasnych włosach. Tylko my. I moje lekarstwa na coś co mi dolega.
środa, 11 listopada 2009
poniedziałek, 9 listopada 2009
Jesienna taksówka
Miły taksówkarz się zdarza coraz częściej. Mam bałagan w głowie. Chciałabym być lepsza.
Jest południe. Dowiedziałam się jedynie, że w China Town nosi się parasole na słońce. I tylko o tą wiedzę jestem mądrzejsza. Reszta - nie wiem co z resztą.
Jest południe. Dowiedziałam się jedynie, że w China Town nosi się parasole na słońce. I tylko o tą wiedzę jestem mądrzejsza. Reszta - nie wiem co z resztą.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

